To naprawdę proste. Znasz przepisy i zasady bezpieczeństwa? Zdasz na 100%.

Poniżej opiszemy temat egzaminu do pozwolenia na broń do celów kolekcjonerskich. Egzamin taki przeprowadzają lokalne komendy wojewódzkie Policji. Egzamin przeprowadzany jest w oparciu o dosyć ogólnie brzmiące i krótkie Rozporządzenie w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią. Egzamin obejmuje część teoretyczną – 10 pytań i praktyczną – strzelanie na strzelnicy. Zwraca się uwagę głównie na znajomość przepisów, bezpieczeństwo a w ostatniej kolejności na wyniki strzelań.

Wśród członków NTS zdaje 100% przystepujących.

Panuje przekonanie że egzamin “przed Policją” jest trudny, że się go nie zdaje, że przedstawiciele Policji starają się”uwalić” przystępującego do egzaminu. Nic bardziej mylnego. Egzamin nie jest trudny, a w przeważającej ilości relacji zdający mówią: zdali wszyscy, nie było problemu, atmosfera sympatyczna, większość lapsusów lub nieporozumień interpretowana na korzyść przystępującego do egzaminu. Jeśli dopiero zaczynasz przygodę ze strzelectwem – gorąco namawiamy do przeszkolenia się. Organizujemy takie szkolenia po kosztach dla członków NTS. Wystarczy kilka godzin na strzelnicy aby nauczyć się składać i rozkładać broń, zachować zasady bezpieczeństwa i poprawnie strzelać. Natomiast materiały do egzaminu – w tym przepisy prawa i pytania do egzaminu znajdziesz u nas na stronie i nauczysz się ich samodzielnie.

Jakich pytań można się spodziewać w  części teoretycznej?

Po prostu trzeba się nauczyć przepisów Ustawy o Broni i Amunicji oraz przepisów wydanych na jej podstawie – w szczególności Rozporządzenie  w sprawie przechowywania, noszenia oraz ewidencjonowania broni i amunicji. Obejmuje także przepisy Kodeksu Karnego dot. przestępstw związanych z broniąListę aktów prawnych dotyczących pozwolenia na broń znajdziesz tutaj:

Dostępne listy pytań:

Specjalnie dla Was odpytaliśmy wszystkie WPA Policji w kraju o listę pytań. Większość nie ma takiej listy lub bazy pytań (albo broni się jak lwy przed ich udostępnieniem) i układa je ad hoc przed egzaminem. Niemniej jednak kilka WPA (Poznań, Katowice, Kraków) przysłało takie listy.


Relacje uczestników

Najlepiej o egzaminie opowiedzą wam relacje z różnych WPA.

Relacja 1

Sam egzamin był wręcz sympatyczny. Nie spotkałem się z żadną wrogością ze strony egzaminatorów. Natomiast musieli oni swoje wyegzekwować. Składa się on z części teoretycznej i praktycznej.

Część teoretyczna składa się z 10 pytań na które należy udzielić 10 poprawnych odpowiedzi. Nie jest to łatwe, gdyż układający pytania oczekują od nas, że zaznaczymy odpowiedź dokładnie zgodną z brzmieniem ustawy. Np czy waszym zdaniem amunicją są naboje do broni palnej czy naboje do broni palnej i gazowej? Oczywiście, że ważna jest pierwsza odpowiedź. Druga też jest niby technicznie poprawna ale nie do końca. Ustawa mówi, że amunicja to naboje do broni palnej i koniec. Broń gazowa to rodzaj broni palnej.

Co nas sprowadza do tego jak się uczyć. Odpowiedź jest prosta i brutalna niczym niedzielny poranek w akademiku AGH: na pamięć. I mówię poważnie. Przez całe życie uczyłem się na zrozumienie – jeżeli coś z czegoś wynika, zapamiętywałem to bez problemu. A tu nagle dostałem do ręki cud myśli prawniczej – ustawę powstałą na skutek długoletniego przeciągania liny. Z jednej strony kwiat pracowników KGP starał się zabronić wszystkiego co tylko mogli sobie wyobrazić, z drugiej strony środowisko strzelców (ze szczególnym uwzględnieniem Fundacji p. Lewandowskiego) starało się jak najwięcej uwolnić. W rezultacie mamy ustawę wg której zupełnie legalne są karabiny używane przez żołnierzy w czasie wojny secesyjnej, a z drugiej strony pozwolenia wymaga posiadanie kastetu. Dlatego ustawy tej nie należy próbować rozumieć, należy ją wkuć. To samo dotyczy aktów wykonawczych.

Za to część praktyczna to zupełnie inna bajka. Dla kolekcjonera część praktyczna to kilka pytań z regulaminu strzelnicy (wkuć!!!) a następnie rozłożenie i złożenie pistoletu. Moja komenda dała mi do wyboru P-64, P-83 i Glocka 17, podejrzewam, że na innych komendach jest podobnie. Najważniejsze to:
1. Nie zapomnieć zacząć od wyjęcia magazynka
2. Nie kierować lufy w stronę instruktora.

Poza tym instruktor z reguły jest człowiekiem który podziela naszą pasję, więc nie ma się co go bać. Co prawda na internetowych forach zdarzają się opinie, że skoro na części praktycznej instruktor może zadawać dodatkowe pytania, to może też pytać aż znajdzie coś czego nie wiemy, ale bądźmy szczerzy – nigdy nie słyszałem o takim przypadku.

Niemniej jednak należy pamiętać, że taki egzamin (zwłaszcza kolekcjonerski) to stres podczas którego decydujące są odruchy. Dlatego szczerze polecam by skorzystać z usług instruktora, który na strzelnicy za niewielką opłatą udostępni któryś z policyjnych modeli i przećwiczy z chętnymi ich rozkładanie lub składanie. Ja się nauczyłem w LOKowskim klubie, gdzie gdy się strzelało to i zdarzało się później czyścić.

Relacja 2

Dziś zdałem egzamin teoretyczny na policji (cel kolekcjonerski bez ograniczeń) Emotikon smile Hura. Ale nie o to chodzi. Prosiliście, abym napisał jak było. No to piszę…: Warszawski WPA, zbiórka 10:30, sprawdzenie DO, wycieczka na pięterko do Wielkiej Sali, zebranie dowodów zapłaty za egzamin. Szkolne ławki, ponad 20 zdających, sami mężczyźni, po dwóch w ławce, przygotowane dla każdego dokumenty i dwa zestawy pytań (w teczkach, każdy sobie losuje). Zatem na każdej ławce są cztery różne zestawy aby nie było ściągania Emotikon wink Na początek wstępik i wypełnienie dokumentów egzaminacyjnych. Egzamin startuje ok. 10:50 i jest na niego 30 minut. Można bazgrać po swoim, uprzednio podpisanym arkuszu z pytaniami. Dzięki temu maleje ryzyko bazgrania po oficjalnym arkuszu odpowiedzi ale i tam można nanosić parafowane poprawki. Po ostatnim zdającym około 15 minut trwało sprawdzenie. Pierwszych, pojedynczo, zapraszano tych, którzy nie zdali. Było ich dwóch albo trzech… Nie wiem, co się tam działo Emotikon wink Później wszyscy pozostali wracają na salę, uzupełniają krótko wpisy w dokumentach. Dostajemy info gdzie, kiedy, o której i z czego będzie część praktyczna. (Glock, BZ nieznany (Margolin?), AK, KBKS, Mosberg lubTikka).
Co do pytań… nie trafiłem na kłopotliwe. Żadne nawet nie otarło się o zagadnienia, które oznaczyłem w materiałach małą czcionką.
(przypomnę: http://tomspro3.wordpress.com/ )
Podsłuchałem, że jeden z panów, który nie zdał nie odróżniał występku od wykroczenia i prawdopodobnie na tym poległ. Ja takiej opcji nie miałem w zestawie. Mój zestaw był z serii K-? (od 1 do 4) czyli zapewne dedykowany kolekcjonerom. Padło hasło, że w zasadzie wszyscy na sali zdają kolekcjonerskie a jeden czy dwóch “bojowe” czyli pewnie ochrona..?
Panowie policjanci byli bardzo uprzejmi choć bez wylewnego gorąca. Niektórym nawet podpowiadali (nie wiem co, ale wykazywali chęć współpracy gdy ktoś podniósł rękę).
Z pytań bardziej “skomplikowanych” miałem takie o warunkach przechowywania przez kolekcjonera poza urządzeniami S1 – czyli z rozporządzenia o przechowywaniu. Warto spróbować zapamiętać zespół cech i numery norm aby nie mieć wątpliwości odpowiadając. Poprawne odpowiedzi na co najmniej dwa pytania nie wyczerpywały wszystkich warunków koniecznych dla danego zagadnienia – też warto mieć to na uwadze i nie dać się zwieść. Dwa pytania miały wszystkie trzy odpowiedzi niemal identyczne, spokojna analiza (duużo czasu) nie pozostawia wątpliwości, jeśli się wie Emotikon wink
Reasumując – jeśli się nauczysz to zdasz.

 

Relacja 3:

No to sam sobie odpowiem że można z podpórką,przynajmniej w Gdańsku.
Dzisiaj zaliczyłem część praktyczną egzaminu na pozwolenie kolekcjonerskie. Finalnie z 12 osób które podchodziły do
egzaminu w gdańskim KWP na “placu boju” pozostałem sam. Wczoraj na testach odpadło 10-ciu,a dzisiaj na praktycznym kolega uwalił strzelanie z krótkiej-zabrakło kilku punktów. Nie będę świrował że pytania były dziecinnie proste,ale nie były też jakieś specjalnie podchwytliwe jak to czasami potrafiało się zdarzać. Paradoksalnie oddałem test jako przedostatni i to też tylko dlatego że już mi się trochę głupio zaczynało robić. W końcu inni oddali dużo wcześniej a ja wciąż nie byłem pewny jednego pytania. Dalej było już tylko “z górki”.Po testach pozwolono nam wybrać broń z jakiej będziemy chcieli strzelać a na samej strzelnicy też raczej przyjazne nastawienie. Z całą pewnością nikt nie miał parcia żeby nas uwalić.Bardziej zwracano uwagę aby wszystko odbywało się zgodnie z “literą prawa” tzn. odległość,ilość punktów,zasady bezpieczeństwa,itd. Udało mi się “wystukać” całkiem niezłe wyniki,oczywiście jak na kompletnego laika który w swoim życiu spędził z bronią w ręku kilka godzin. Chciałbym w tym miejscu gorąco PODZIĘKOWAĆ koledze JarekCZ bez pomocy którego z całą pewnością nie zaliczyłbym częsci praktycznej.Na forum stowarzyszenia kolekcjonerskiego którego jestem członkiem znalazłem ogłoszenie o bardzo dziwnej(jak na dzisiejsze czasy) treści. Nie pamiętam dokładnie ale coś w tym stylu-dysponuje bronią taką a taką chętnie pomogę przygotować się do egzaminu w zakresie pozwolenia na broń. Ponieważ moja wiedza w zakresie posługiwania się bronią była równa zero a umiejętności strzeleckie poniżej zera więc zadzwoniłem.Najpierw zostałem zaproszony do domu gdzie spędziliśmy cztery godziny na nauce obchodzenia się z różnymi rodzajami broni(tak na marginesie gratuluje wspaniałej kolekcji) a jakiś czas póżniej spotkaliśmy sie w Lublewie. Jarek przyjechał z własną bronią,a w zasadzie z całym samochodem załadowanym różnego rodzaju egzemplarzami broni i amunicji i tutaj też spędziliśmy dobrych kilka godzin. Jestem pod wrażeniem wiedzy i doświadczenia,wystarczy powiedzieć że po kilku godzinach treningu moje kulki zaczeły się lokować w czarnym polu. Być może tekst trąci w tym miejscu jakimś bałwochwalstwem ale z całą pewnością takie postawy należy wyróżniać. Obcy “facet” dzieli się swoją wiedzą,poświeca swój czas-praktycznie dwie Niedziele,swoje paliwo i swoją amunicje i nie chce za to żadnej kasy. No sory ale nie mogłem sie powstrzymać żeby nie napisać tych kilku słów. Właściwie to mam pretensję o jedną rzecz a mianowicie że do dnia dzisiejszego nie otrzymałem numeru konta tak abym mógł zwrócić chociaż za amunicję. Także jeszcze raz gorące podziękowania,ja natomiast służe swoją pomocą w zakresie pytań dotyczących egzaminu czy też samej procedury w zakresie uzyskiwania pozwolenia na broń do celów kolekcjonerskich.

 

Relacja 4

Dzien pierwszy – teoria.

Zbioreczka o okreslonej godzinie, idziemy do sali, instruktor rzeczowy i sympatyczny. Na sali miejsca jak na weselu, juz z naszymi nazwiskami i dokumentacja;) Jeden z funkcjonariuszy zbiera dowody wplaty (tu od razu powiem, ze niewlasciwe konto = niedopuszczenie do egzaminu), omawia jak bedzie wygladal egzamin (m. in. jasno mowi, ze tylko jedna z trzech odpowiedzi jest poprawna, aczkolwiek moze to byc np odpowiedz, ktora mozi, ze wszystkie odpowiedzi sa poprawne), zabiera nasza dokumentacje, i okazuje sie, ze pod nia sa dwie teczki, w kazdej jeden zestaw pytan. Wybiaramy jeden z dwoch, i mamy 30 min, czas start. Pytania z cyklu srednich – nie bylo zadnego hardcore z cyklu jaka jest norma dla S1 ani czy papier wydaje komendant czy tez wlasciwy organ;) Ot ile na rejestracje, co nie jest bronia palna, w czym mozna przechowywac kolekcjonerska w przypadku braku S1 – ogolnie logicznie i jak ktos sie przygotowal to zdal. Po egzaminie, proszeni jestesmy pojedynczo, krotkie omowienie – zdal pan, informacja, ze nastepnego dnia na strzelnicy, z jakiej broni bedziemy strzelac, podpisujemy, ze otrzymalismy informacje dotyczace egzaminu praktycznego i do domu.

Dzien drugi – praktyka.
Zbioreczka jak powyzej, na strzelnicy w Rembertowie, intruktor prowadzi nas na tor, komisja 3-osoby. Atmosfera bardzo fajna, gdyby nie fakt, ze to egzamin, a zatem i stres, to czulbym sie jak na pikniku strzeleckim. Nikt nie chce nas uwalic, nikt nie chce nas dojechac. Opowiesci dziwnej tresci o niesprawnej czy poprzestawianej broni mocna zwinac ciasno w rulonik i wetknac tam gdzie slonce;) Z komisja mozna pogadac, pozartowac. Na stole Mossberg 500, ktory odmowil wspolpracy i zostal zastapiony sprawnym Bokiem, AKMS, jakis KBKS, Glock 17 i Ruger .22, ten ostatni zdaje sie, ze wlasnosc strzelnicy. Podchodzimy po kolei, omawiamy kazda z broni – klasyka, celowanie w strone kulochwytu, sprawdzenie, rozladnowanie , omowienie czesci istotnych (baskila sie klania;) i takie tam. Do rozlozenia tylko Glock. Jak juz wszyscy przeszli te sciezke, to strzelanie, po kolei najpierw wszyscy pistolet cz, potem chyba strzelba itp. Karabin smialo mozna strzelac z podporki, u nas kolega mial benchrest, pozycja lezaca, byla nawet przyniesiona karimata, ogolnie cacy. Wszelkie watpliwosc na tarczy byly interpertowane na korzysc strzelajacego. O ile teoretyczny pare osob oblalo, tak praktyczny zdali wszyscy.
Reasumujac – jesli ktos mysli o robieniu pelnej kolekcjonerki, to nie jest tak pasudnie jak nas czasem tu koledzy strasza, egzamin do zdania, WPA Warszawa na piatke, choc rozumiem, ze w innych juz tak slodko nie bywa. Robic, zbroic sie i strzelac:D

 

Relacja 5

Jeśli zdecydowałeś się wystąpić o pozwolenie tylko na broń kolekcjonerską, czeka cię egzamin organizowany przez Komendę Wojewódzką Policji w Łodzi Wydział Podstępowań Administracyjnych (dalej WPA). Egzamin ten odbywa się na terenie Klubu Strzelectwa Sportowego „Strzelmistrz” w Łodzi przy Al. Piłsudskiego 141 i składa się z dwóch etapów. Pierwsza część teoretyczna to 10 pytań, na które musisz odpowiedzieć poprawnie, druga praktyczna obejmuje umiejętności bezpiecznego posługiwania się bronią i umiejętności strzeleckie.

W praktyce test trwa 30 minut i muszę przyznać, że nie jest łatwy. Jeśli naprawdę chcesz go zdać, to musisz trochę czasu poświęcić na zapoznanie się z przepisami UoBiA i rozporządzeń wykonawczych do tej ustawy oraz zapisami ustawy Kodeks karny, zwłaszcza art. 25, art. 26 i art, 263 kk.
Nie jest to jednak materiał nie do ogarnięcia, niech za przykład posłuży moja osoba 😉 .
Zdawałem egzamin we wrześniu br.  i … udało się.

Najwięcej kłopotu sprawiły mi pytania dotyczące przechowywania broni poza urządzeniami spełniającymi wymagania co najmniej klasy S1 według normy PN-EN 14450. Poprawne odpowiedzi były dosłownymi zapisami z UoBiA w sprawie przechowywania, noszenia oraz ewidencjonowania broni i amunicji. Przyznam, że dłuższą chwilę wahałem się ze wskazaniem poprawnej odpowiedzi, udało się jednak wykluczyć błędne odpowiedzi i pozostała mi ta właściwa.

Pozostałe pytania dotyczyły w zasadzie kwestii podstawowych, takich jak: ile dni ma właściciel na rejestrację zakupionej broni czy w jakim czasie powinien zgłosić utratę broni. Padały też pytania z regulaminu strzelnic czy dotyczące przewożenia broni i amunicji. Kilka osób poległo na pytaniach, które wymagały znajomości kwalifikacji czynów zabronionych jako wykroczenia lub przestępstwa. Warto tutaj pamiętać, że wyrób bądź przeróbki broni, posiadanie broni bez zezwolenia, udostępnianie jej osobą nieuprawnionym i utrata broni, to przestępstwa (art. 263 kk), reszta czynów to „tylko” wykroczenia.

Dodam, że większość odpowiedzi stanowiły dosłowne zapisy z ww. przepisów prawa, dlatego też – w mojej ocenie – warto sięgnąć do tych aktów prawnych i utrwalać sobie dosłowne brzmienie przepisów, a nie odwoływać się do skrótowych opracowań.

Część praktyczna to w zasadzie formalność pod warunkiem, że byłeś(aś) kilka razy na strzelnicy i znane ci są podstawowe zasady postępowania z bronią. Warto umieć rozkładać i składać różne modele broni, gdyż na egzaminie rozkłada się taki rodzaj broni, który wcześniej się wylosowało. Nie wiem czy wszystkie typy broni znajdują się w puli losowanej broni. Ja trafięłm na Mossberga, inni na Glocka, PMa. Na stole leżał także Margolin, AKMS, PM Glauberyt, SWD Dragunow oraz kbks Brno. Poza modelem broni losuje się dodatkowe dwa pytania, na które trzeba odpowiedzieć. Moje pytania dotyczyły zasad postępowanie przy zacięciu przez przekoszenie łuski i reguł bezpiecznego postępowania z bronią na strzelnicy. W tym miejscu muszę przyznać, że ze strony komisji egzaminacyjnej nie doświadczyłem żadnej złośliwości czy chęci „uwalenia” delikwenta. Mossberga rozbierałem na egzaminie po raz pierwszy. Szło ciężko, ale człowiek, który oceniał moje zmagania wykazał dużo cierpliwości i wyrozumiałości. Ja z kolei wykazałem dużo determinacji, dzięki której udało mi się go złożyć i zaliczyć ten etap postępowania egzaminacyjnego. Ostatnia część egzaminu, czyli strzelanie – w przypadku kolekcjonerów – to oddanie strzałów z Glocka, Margolina, Mossberga, karabinku bocznego zapłonu (Brno) i SWD Dragunow ;), Brno i SWD z pozycji leżącej. Ta część egzaminu to to już formalność i nieco frajdy. Osiągnięcie wymaganej liczby punktów nie nastręczało żadnych kłopotów (pod warunkiem, że bywałeś(aś) na strzelnicy).

Podsumowując, jeśli przeczytasz przepisy ze zrozumieniem i utrwalisz to co przeczytałeś, znasz podstawowe zasady bezpieczeństwa i przynajmniej kilka razy byłeś(aś) na strzelnicy, to zaliczenie egzaminu jest jak najbardziej możliwe. Komisja jest więcej niż w porządku i na pewno nie jest nastawiona na utrudnianie nam zadania. Wiem, że w praktyce 95% osób, które oblały egzamin, wykładały się na teście. Jeśli chcesz być pewien części praktycznej to warto zadzwonić do „Strzelmistrza” przybliżyć temat, że chcesz zdawać „kolekcjonerskie” i poproś o małe szkolenie z rozbierania i strzelania. Myślę, że nie powinno być z tym problemów. źródło: http://lskb.pl/egzamin-w-komendzie-wojewodzkiej-policji-w-lodzi-na-pozwolenie-kolekcjonerskie-w-praktyce/

Relacja 6 – długa

żródło: stowarzyszenie Braterstwo (www.braterswo.eu) z Wrocławia. “W odpowiedzi na Pańskie zapytanie uprzejmie informuję, że, zgodnie z Pana wnioskiem z dnia 13.02.2015 r. przedmiotem toczącego się postępowania administracyjnego jest wydanie pozwolenia na broń palna do celów kolekcjonerskich. Art. 10 ust. 4 pkt. 7 ustawy z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji (Dz. U. z 2012 r., poz. 576) określa rodzaje broni do posiadania których uprawnia pozwolenie na broń wydane do celów kolekcjonerskich i z takich też rodzajów broni zostanie przeprowadzony egzamin.
Egzamin przeprowadzany jest w całości z wnioskowanego rodzaju broni. W przypadku zmiany, bądź zawężenia przedmiotu postępowania (np. rodzaju broni ) winien Pan wystąpić ze stosownym wnioskiem w toku postępowania administracyjnego, jednakże przed rozpoczęciem egzaminu.
Z uwagi na fakt, iż składany przez Pana egzamin poprawkowy będzie wyłącznie egzaminem praktycznym – obejmującym sprawdzenie przestrzegania szczegółowych zasad zachowania bezpieczeństwa na strzelnicy, umiejętności prawidłowego rozkładania i składania, ładowania i rozładowywania danej broni, postępowania z bronią niesprawną (…) oraz sprawdzianu strzeleckiego z użycia danego rodzaju broni ewentualny wniosek dotyczący zmiany rodzaju broni należy złożyć przed przystąpieniem do egzaminu.

Jednocześnie informuję, że zgodnie z § 7 ust. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 20.03.2000r. w sprawie egzaminu ze znajomości przepisów dotyczących posiadania broni oraz umiejętności posługiwania się bronią (Dz.U. Z 2000 r. Nr 19 poz. 241 ze zm.) przed rozpoczęciem egzaminu komisja informuje zdającego o możliwości wpisania przez niego do protokołu uwag dotyczących przebiegu egzaminu, w tym o możliwości zgłoszenia wniosku o egzamin poprawkowy.

Wykreśliłem zatem broń bocznego zapłonu z wniosku i czekałem kolejne kilka miesięcy na przydzielenie terminu egzaminu, aż w końcu otrzymałem informację, że 12 listopada przyjdzie mi zmierzyć się z częścią praktyczną po raz kolejny. Na plus, że w liście z informacją o terminie egzaminu napisane były konkretne modele broni, na których zostanie przeprowadzony egzamin.

W przypadku ubiegania się przez Pana o pozwolenie na broń do celów kolekcjonerskich egzamin zostanie przeprowadzony w oparciu o następujące modele broni:
– pistolet WALTHER P-99
– pistolet gazowy WALTHER P22
– strzelba gładkolufowa „Imperator
– karabin – sztucer CZ 550 kal. 30-06 Springfield

Tym razem zdecydowanie dużo więcej czasu poświęciłem na naukę praktycznie wszystkiego o co mogą zapytać, czyli zasady działania broni, szczegółową budowę itp. Szczególną uwagę zwróciłem na materiały szkoleniowe przeznaczone dla policji, które krążą w internecie. Spędziłem też paręnaście godzin na strzelnicy w Ząbkowicach Śląskich (wielkie dzięki za wszystko, bez was na pewno by się nie udało), gdzie koledzy pomogli mi doszlifować umiejętności strzeleckie oraz przygotować się do egzaminu.

W końcu kalendarz pokazał dwunastego listopada i wyruszyłem na strzelnicę PZŁ przy ul. Wodzisławskiej 10B, gdzie miał odbyć się egzamin. Przed wejściem spotkałem dwie osoby, które również oczekiwały na egzamin (cel kolekcjonerski), ale łącznie z teorią. Gdy zjawiła się komisja, udaliśmy się do sali, gdzie zostały nam przedstawione zasady, a mnie wyprosili z sali na chwilę, ponieważ teorię miałem już zaliczoną. Po kilkunastu minutach koledzy wyszli z sali, lekko poddenerwowani, gdyż nie byli pewni swoich odpowiedzi w 100%, lecz niepotrzebnie. Obydwoje przeszli dalej. Z tego co rozmawialiśmy, pytania były bardzo podobne (jak nie identyczne) do tych, które ja miałem i padały już nie raz na forum. Nie było nic podchwytliwego albo specjalnie wyszukanego. Wystarczy znać (nie przeczytać) UoBiA i nie powinno być większych problemów. Chwila przerwy, podczas której przewodniczący komisji nie dość, że okazał się być człowiekiem, to na dodatek życzliwym i sympatycznym i nie piszę tego z ironią w tym momencie. Widać było, że zależało mu abyśmy zdali ten egzamin, co mnie z resztą mocno zaskoczyło.

Na pierwszy ogień poszedł kolega. Nie było go kilka minut, po czym wyszedł lekko blady, ale z małym uśmiechem na ustach. Przyszła pora na mnie, wchodzę i losuję zestaw pytań. Komisja składała się z instruktora, z którym w zasadzie wyłącznie rozmawiałem i dwóch policjantów, którzy przyglądali się. Były trzy, proste i oczywiste pytania, lecz niestety tylko na pierwszy rzut oka. Pierwsze pytanie (trochę inaczej brzmiało, ale sens ten sam) „gdzie na strzelnicy możemy celować i strzelać?”. Odpowiadam zgodnie z wzorcowym regulaminem strzelnic, że celować możemy na stanowiskach treningowych wyznaczonych przez prowadzącego trening strzelecki, a celować strzelać możemy tylko na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Zostałem poproszony o przemyślenie swojej odpowiedzi. Przez moment całkowicie zgłupiałem i zastanawiałem się czy powinienem wrócić do szkoły podstawowej po dodatkowe lekcje czytania… Czytam raz jeszcze, bardzo powoli, dokładnie i przychodzi mi taka sama odpowiedź na myśl, po chwili jednak zwracam uwagę na magiczny znak alfabetyczny zawarty pomiędzy „celować”, a „strzelać”, który wygląda jakoś tak „i„. Odpowiadam zatem, że celować Istrzelać możemy tylko i wyłącznie na stanowisku strzeleckim wyznaczonym przez prowadzącego strzelanie. Jackpot, właśnie trafiłem główną wygraną, czyli możliwość odpowiedzi na kolejne pytanie. Dziękuję, dziękuję, nie trzeba owacji. Ciekawi mnie fakt, iż na pierwszym egzaminie odpowiedziałem dokładnie tak jak oczekiwali ode mnie na poprawie, czyli nie wspomniałem o stanowiskach treningowych (miałem to samo pytanie), za co wtedy dostałem naganę i musiałem uzupełnić swoją wypowiedź. Wniosek? Sami wyciągnijcie.

Drugie pytanie odnośnie wprowadzania zwierząt na strzelnicy. Zacytowałem dosłownie regulamin, tym razem o dziwo, trafiłem od razu w klucz egzaminatora.

Trzecie pytanie to w zasadzie pytanie-zadanie, czyli wybór broni, nazwanie części i rozbieranie, a na końcu składanie. Wybrałem P99, którego rozkładałem paręnaście razy wcześniej. Oczywiście zacząłem standardowo z pytaniem o bezpieczne miejsce (kulochwyt), sprawdziłem broń czy aby na pewno nie jest naładowana i przystąpiłem do rozbierania. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się (chyba w lekkich nerwach, bo atmosfera po pytaniach była mocno napięta, przynajmniej z mojej strony), że miałem problem z rozłożeniem. Chyba delikatnie za mocno odciągnąłem zamek do tyłu i napięła się iglica, na szczęście jest decocker, z którego skorzystałem i przy kolejnej próbie poszło gładko. Nazwałem elementy, złożyłem broń i uwaga, sprawdziłem działanie poprzez klasyczne pociągnięcie za język spustowy (osobiście raczej szkoda by mi było iglicy, skorzystał bym z decockera, ale że w materiałach szkoleniowych ze szkółek policyjnych znalazłem taką procedurę to tak też zrobiłem, o czym z resztą głośno wspomniałem). Instruktor oburzony poinformował mnie, że dla niego egzamin się już skończył, a ja nie potrafię obsługiwać się bronią. Podobno nie miałem prawa oddać suchego strzału, w P99 jest to niezgodne z instrukcją i za tak karygodny błąd powinienem wypolerować wszystkie Walthery w dolnośląskich komendach… Do akcji przystąpił przewodniczący komisji i po raz kolejny mogłem przemyśleć swoje postępowanie, tym razem rozbierając Imperatora. Zacząłem więc analogicznie, broń sprawdzona, rozebrałem wszystko po drodze i wyciągam zamek. Pytam czy mam go też rozbierać (wyciągnąć iglicę). Uzyskałem odpowiedz, że mam go tak rozebrać jakbym chciał go w domu wyczyścić. Ok, zatem pierwszy raz w życiu próbuję rozebrać zamek od pompki, bogaty jedynie w „bardzo wiarygodne źródło wiedzy” jakim jest youtube i „niesamowicie czytelna i przejrzysta” instrukcja od Fabarmu. Chwila prawdy i okazało się, że jednak youtube może okazać się w życiu przydatny. Broń rozebrana, brak uwag, hurra, udało się. „Proszę nazwać poszczególne części broni”, ok nie ma problemu, easy jak to mówią znajomi zza wielkiej kałuży. Zaczynam dzielnie wymieniać: zespół lufy, zespół przesuwny, …, „jaki zespół przesuwny? konkretnie proszę”, po chwili namysłu odpowiadam suwadło. „Nie proszę pana to jest suwadło z szynami suwadła jak już.” Zaczyna się robić bardzo nerwowo, powoli mój stres związany z egzaminem zaczyna przeradzać się w poirytowanie. Otrzymuję kolejne prośbo-pytania tym razem o wskazanie donośnika, podajnika, rozdzielacza, ustalacza itp. Na szczęście spędziłem parę wieczorów z licznymi rysunkami i udało się zniweczyć plany wykazania mojej nieznajomości broni i pozwolono mi złożyć strzelbę z powrotem. Chwila zawahania czy aby na pewno mogę sprawdzić mechanizm spustowo-uderzeniowy po zakończonym składaniu broni, zaryzykowałem, uff kolana całe, nikt mnie nie postrzelił, mogę usiąść.

Pora na werdykt. Okazało się, że dość młody policjant potrafi jednak mówić, co udowodnił głośnym i entuzjastycznym „Jestem na TAK”. Opinię instruktora poznałem już wcześniej, więc na szczęście nie musiał się odzywać. Przewodniczący komisji po długim namyśle, stwierdził, że chyba warto dać mi szansę na strzelanie. W tamtej chwili wcale mnie to jakoś nie ucieszyło, prawdę mówiąc odechciało mi się strzelać na moment.

Wychodzę na korytarz, wchodzi trzeci kolega. w międzyczasie rozmawiam z poprzednim i dowiaduję się, że sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Instruktor udowodnił koledze, że broń powinien co najwyżej pooglądać w książkach. Podobno pytał o szczegółową budowę mechanizmu spustowo-uderzeniowego i o ile dobrze zrozumiałem o sprężyny w nim występujące. Nasunęła mi się błyskotliwa myśl „ciekawe jakie elementy broni potrafi wymienić przeciętny polski policjant…”. Wychodzi trzeci kolega, również został dopuszczony do strzelania. Etap pierwszy za nami. Idziemy na oś.

Szybkie BHP, po czym dowiadujemy się, że zaczynamy strzelać z pistoletu centralnego zapłonu, jeden po drugim (mamy tylko jedne stanowisko do dyspozycji). Pobieramy amunicję, kwitujemy i czekamy. Pierwszy idzie kolega i wykonuje grzecznie kolejne polecenia, „przygotować się do strzelania„, „magazynek sześcioma ładuj„, „ognia!!!„, „rozładuj broń„, po czym instruktor poinformował o sprawdzeniu komory nabojowej i dalej nie pada żadna instrukcja. Gdy kolega próbował odłożyć P99 z otwartą komorą został upomniany, aby zastanowił się co robi i ten na szczęście dostał olśnienia, że chyba oczekiwano od niego zrzucenie zamka i skorzystanie z decockera, a dopiero następnie odłożenie broni z zamkniętą komorą. Udało się, padła komenda, że można podejść do tarczy. Kolega wraca z uśmiechem na twarzy i oznajmia radośnie „41/60”. Moja kolej. Podchodzę i wykonuję kolejne polecenia, zwracając uwagę na przecinki w wypowiedzi instruktora (prowadzącego strzelanie), czekam w gotowości z załadowanym magazynkiem w ręce, po czym do moich uszu dobiega krzyk prowadzącego „ognia!!!„. Podpinam magazynek, przeładowuję broń i przymierzam się do strzału, cel namierzony, ciągnę powoli za spust, „o k**** on się nie kończy, to na pewno AS„, pierwszy strzał zdecydowanie nie na szóstkę, choć trafiłem „6”. Nie dobrze, skupiam się bardziej, oddycham głęboko, nie spieszę się i oddaję kolejne pięć strzałów, po czym zgodnie z życzeniami instruktora odkładam broń z zamkniętą komorą (oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu) i powoli zmierzamy do tarczy. Koniec końców, nie było tak źle, bo ustrzeliłem 3×10, 2×9, 1×6 co daje 54/60 pkt. Następny kolega nie miał tyle szczęścia, trochę go porozrzucało po tarczy i naliczyli mu tylko 21/60 pkt.

Zostało nas dwóch i przyszła kolej na strzelanie z broni alarmowej. Atmosfera się trochę rozluźniła, trochę śmiechu było przy okazji żartów ze skupieniem na tarczy z amunicji hukowej. Po czym kolega wziął do ręki P22 na naboje 9mm PAK, załadował broń i dumnie skierował lufę w stronę tarczy po czym pociągnął za spust niczym rewolwerowiec z dzikiego zachodu, a tu cisza. Następna próba i dalej cisza. „To pewnie zacięcie”, pomyślał z pewnością i bez wahania przeładował broń. „Ups, dalej nie strzela, coś na pewno jest nie w porządku”. Szybki rzut na szkielet, „a co to za ustrojstwo tutaj z boku, może warto to delikatnie obrócić i spróbować jeszcze raz? Działa!” Nastąpiły szybkie dwa strzały po czym spojrzenie na instruktora. Dalej odlicza czas. To może by tak podnieść szybko ostatni nabój i załadować go ponownie. Udało się, w przestrzeni rozległ się kolejny huk. Po kolejnej dłuższej chwili namysłu, komisja stwierdziła, że to z pewnością było zacięcie i warto dać koledze jeszcze strzelbę do ręki. Trochę zgłodniałem w międzyczasie więc postanowiłem załatwić sprawę bez zbędnej zwłoki, jeden głośny huk, trzy łuski wyleciały, zrzucam zamekpowoli opuszczam kurek, zabezpieczam broń, nie ma uwag.

Przyszła pora na strzelbę. Profilaktycznie przypominam koledze przed strzelaniem obezpieczniku spustowym i zatrzasku suwadła, tak na wszelki wypadek. Kolega podszedł do stanowiska, załadował Imperatora, przymierzył się do tarczy, a tu znowu niespodzianka. Imperator też nie chcę współpracować, „to na pewno kolejne zacięcie, kurczę trzeba mieć naprawdę pecha! Ale zaraz, nie da się przeładować, co tu robić, co tu robić, o jest jakiś przycisk na dole, ciekawe co się stanie jak go nacisnę, o, udało się, suwadło działa. Teraz to im pokaże jak się strzela w stodołę, ha! Znowu zacięcie? Nie no nie wierzę, to jakiś koszmar.” Nagle słychać dźwięk odbijającego się od posadzki naboju. „Dalej nie działa, o matko, zaraz mi się czas skończy! Zaraz chwila, jest tu jeszcze jeden przycisk”, chwilę potem w powietrzu poczuć można wspaniały zapach prochu, jeszcze raz, chwila przerwy i już po raz ostatni. Komisja lekko poirytowana zaczyna myśleć nad dalszym postępowaniem, aczkolwiek niepotrzebnie, problem rozwiązał się sam. W stodole znaleźć można było tylko jedną dziurę po kuli. Zostałem sam. „Niech pan się postara, ktoś musi dzisiaj zdać.” Posłuchałem rady i posłałem kolejne trzy kule w stronę stodoły, tym razem celne. Odkładam broń z otwartą komorą, oczywiście zabezpieczoną.

Ufff, jeszcze tylko podziurawić „francuza”, ale zaraz, chwila jesteśmy na osi 25m, a potrzebujemy 50m. Pół godziny przerwy i przenosiny na nową oś. Instruktor idzie zawiesić „francuza”, który o dziwo jest czarny i jeszcze nie został zbanowany przez KE. Myślę, że od przyszłego roku o ile jeszcze „francuzy” będą potrzebne, będą białe na czarnym tle, tak na wszelki wypadek, żeby nie urazić naszych nieco ciemniejszych braci. Rozwijam sobie matę, biorę CZ550 do ręki i chociaż jest mi to zbędne to z ciekawości pytam, czy mogę dostać jakąś podpórkę. „Jasne, nie ma sprawy”, po czym przewodniczący komisji przynosi mi podpórkę i rozkłada przed stanowiskiem. Sprawdzam czy jest w miarę komfortowo po czym stwierdzam, że jestem gotowy do strzelania. „Ognia!!!„, odbezpieczam broń, wrzucam pierwszy nabój, po czym dobijam go zamkiem i bez wahania oddaję pierwszy strzał. Gazy wylotowe przed stanowiskiem zafundowały mi małą burzę piaskową, ale co tam. Następny strzał i następny i tak jeszcze siedem razy. Zabezpieczam broń i zostawiam z otwartą komorą, po czym zmierzamy do tarczy. Początkowo przerażenie, zostało parę metrów a dziur nie widać. Na szczęście podchodząc całkiem blisko udało się naliczyć 10/10 dziurek po 30-06.

– „Proszę się podpisać, wnosi pan uwagi?”
– „Nie.”
– „Gratuluję.”
– „Dziękuję, do widzenia, miłego dnia”.